Monday, 29 February 2016

Urodzinowe upominki - luty 2016.

Nie wiem jak u Was, ale w mojej rodzinie od zawsze świętujemy urodziny. Jest to druga okazja w roku, oprócz Świąt Bożego Narodzenia, kiedy obdarowywujemy się prezentami. Tak się składa, że luty to miesiąc moich urodzin! Z tej właśnie okazji, w moje ręce wpadło kilka fajnych kosmetyków, które chciałabym Wam pokazać. Jeśli jesteście ciekawe co dostałam, zapraszam do dalszej części posta.
Urodzinowe upominki - luty 2016
Zacznę najpierw od prezentu mojego dla siebie samej. Postanowiłam kupić sobie kilka cieni Makeup Geek. Umieściłam je w pustej paletce po cieniach Inglot. Wybrane przeze mnie cienie są w tonacji typowo fioletowo różowej. Od lewej do prawej są następujące odcienie : Cinderella, Petal Pusher, Cupcake, Unexpected oraz Fairytale.
Urodzinowe upominki - luty 2016
Róże Too Faced marzą mi sie od dawna. Szczególnie seria Love Flush. Dostałam ich całą paletkę! Oczywiście każdy cień nie jest pełnowymiarowy, ale cieszę się, że mam możliwość używania tych wszystkich odcieni, które i tak wystarczą mi na bardzo długo!
Urodzinowe upominki - luty 2016
Urodzinowe upominki - luty 2016
Kolejny produkt, to rozświetlacz Nude Air Glowing Gardens marki Dior! Dostałam odcień Glowing Nude. Jest to tak fantastyczny produkt, że rozważam kupno drugiego dostępnego odcienia, Glowing Rose. Serio, i muszę się szybko zdecydować zanim ta limitowanka zniknie ze sprzedaży.
Urodzinowe upominki - luty 2016
Urodzinowe upominki - luty 2016
Mac. Nie mogłoby go zabraknąć. Moje zdziwienie było ogromne w momencie otworzenia prezentu, ponieważ limitowanka Zac Posen dla Mac jest dostępna online dopiero od zeszłego czwartku, i jeszcze niedostępna stacjonarnie ;) Wszystkie kolory z tej paletki są po prostu cudne! Dostałam również Gift Card na zakupy w Mac! Kasiu, bardzo Ci dziękuję za tą przemiłą niespodziankę! :*
Urodzinowe upominki - luty 2016
Urodzinowe upominki - luty 2016
Urodzinowe upominki - luty 2016
Mama w poszukiwaniu prezentu dla mnie udała się między innymi do Sephory. Tam dorwała dla mnie aksamitną pomadkę marki Sephora w odcieniu 13 Marvelous Mauveé. Ponoć jest to odpowiednik wychwalanej na youtube pomadki Anastasia Beverly Hills w odcieniu Dusky Rose. Dostałam również matową pomadkę marki Avon w odcieniu Pure Pink.
Urodzinowe upominki - luty 2016
Urodzinowe upominki - luty 2016
Urodzinowe upominki - luty 2016
Krem pod oczy z awokado marki Kiehl`s jest na mojej wishliście od bardzo dawna. Naprawdę cieszę się, że mogę go w końcy wypróbować. Krem dostałam już na poczętku lutego i od razu wzięłam się za jego używanie. Na razie jestem zachwycona i niech tak zostanie.
Urodzinowe upominki - luty 2016
Urodzinowe upominki - luty 2016
Koleżanka sprezentowała mi bardzo fajną kosmetyczkę i nie mogę się już doczekać, by ją wypełnić i zabrać ze sobą w marcu na wyjazd do Polski.
Urodzinowe upominki - luty 2016
To byłoby na tyle. Sporo tego, wiem, ale moi bliscy dobrze wiedzą, czym się intersuję, co mi się podoba i znają na pamieć moją wishliste. Jak ich nie kochać :) Następna porcja prezentów dopiero w grudniu!

Dajcie znać, czy przypadło Wam coś do gustu ;)





Sunday, 28 February 2016

Maybelline : Master Ink, Glitter Eyeliner ♥ Black Gold.

Jeśli czytacie mojego bloga regularnie, to pewnie wiecie, że generalnie nie jestem wielką fanką kresek na powiekach i zazwyczaj robię jedynie cieniutką kreskę wzdłuż linii rzęs aby je optycznie zagęścić. Magia Instagrama jednak robi swoje i zapragnęłam kresek z jaskółkami. Do "Perfect wing" mi jeszcze bardzo daleko, wciąż się uczę. Ale ponieważ nie miałam w domu odpowiedniego sprzętu, udałam się do drogerii w celu kupna odpowiedniego eyelinera. Mój ulubiony eyeliner do cienkich kresek marki Rimmel nie do końca mi odpowiadał, głównie ze względu na cienki pędzelek, który jest idealny do rysowania cienkich kresek przy linii rzęs. Poza tym była to końcówka, a wiecie, końcówką wyschniętego eyelinera działać się nie da.  Wybrałam w drogerii tradycyjny eyeliner z pędzelkiem i drugi w pisaku. Ponieważ akurat była promocja w szafie Maybelline, 3 produkty w cenie 2, więc jako trzeci wybrałam Master Ink Glitter Eyeliner w odcieniu Black Gold.
Maybelline, Master Ink, Glitter Eyeliner ♥ Black Gold
Black Gold to czarny eyeliner, który ma w sobie złote drobinki. Nie jest to metaliczny złoty eyeliner.
Maybelline, Master Ink, Glitter Eyeliner ♥ Black Gold
Opakowanie tradycyjne. Nic specjalnego. Ale sprawdza się. Pędzelek ma miękka końcówkę, która się ugina i wygina pod przyciskiem, co pozwala kontrolować grubość kreski, jaką chcę namalować.
Maybelline, Master Ink, Glitter Eyeliner ♥ Black Gold
Konsystencja produktu jest dość płynna. Przed użyciem radzę wstrząsnąć kilka razy tuszem by zawartość wymieszała się. Linię maluje się szybko. Nawet taki laik jak ja nie ma z tym problemu. Eyeliner ma dość dobrą pigmentację, więc szybko można kreskę na powiece wykonać. Trzeba tylko uważać, ponieważ przy grubszej kresce eyeliner trochę dłużej schnie, ale też może  się zrobić mały prześwit, co można szybko  naprawić dokładając eyelinera. Efekt na powiece jest bardziej złoty niż czarny, jednak zdecydowanie widać pod złotą warstwą przebijającą czerń. Wydaje mi się, że efekt jest naprawde ciekawy i zupełnie nieoczywisty. Ponieważ nie jest to eyeliner czarny, wszelkie niedociągnięcia kreski nie są widoczne, co mi się podoba, ponieważ moim kreskom daleko do bycia kreskom dobrym.  Eyeliner najlepiej prezentuje się na cieniach matowych. Jest wtedy "gwoździem programu" :) Trwałość eyelinera jest świetna. Kolor nie blednie i nie ściera się w ciągu dnia. Drobinki nigdzie nie wędrują. Eyeliner po zaschnięciu jest nie do ruszenia ale łatwo go usunąć wykonując tradycyjny demakijaż oczu. 
Maybelline, Master Ink, Glitter Eyeliner ♥ Black Gold
Efekt złotej kreski na czarnej bazie zdecydowanie zmienia cały makijaż oka. Przez ostatnie dwa miesiące bardzo często po niego sięgałam. Kupiłam też już kolejną sztukę na zapas.
Maybelline, Master Ink, Glitter Eyeliner ♥ Black Gold
Mimo kilku wad eyelinera, które tak naprawdę mogą wynikać z moich nieumiejętności, bardzo go polubiłam za efekt jaki daje na powiekach.  Jeszcze do niedawna wydawało mi się użycie granatowego eyelinera marki Lovely jako czyste kolorowe szaleństwo, a tu proszę. Złoto i błysk. I czuję się z tym dobrze.

Wolicie tradycyjne czarne kreski czy eksperymentujecie?

Friday, 26 February 2016

Barry M : Nail Paint ♥ Ballerina Pink.

Barry M : Nail Paint ♥ Ballerina Pink
Dzisiaj mam dla Was post lakierowy. Lakiery Barry M dość często pojawiają się na moim blogu i choć podstawowa seria lakierów Barry M nie jest moją ulubioną, to jednak kolor Ballerina Pink mnie urzekł niesamowicie. 
Barry M : Nail Paint ♥ Ballerina Pink

Czym się różni lakier Barry M z serii podstawowej od serii Gelly Hi Shine (mojej ulubionej)? Po pierwsze, rodzajem pędzelka. W serii podstawowej jest on długi i wąski (spłaszczony i szerowki w lakierach Gelly Hi Shine). A po drugie, wykończeniem - nie jest tak lśniące. 
Barry M : Nail Paint ♥ Ballerina Pink


Pędzelek nie jest dla mnie wygodny i mam wrażenie, że nim bardziej paćkam paznokcie niż maluję, przez co kolor nie rozkłada się łatwo równomiernie i trzeba się skupić podczas malowania. A ja lubię malować paznokcie i jednocześnie oglądać np. Singielkę ;) Konsystencja lakieru jest gęsta i kremowa, więc dwie warstwy kryją wystarczająco. Lakier zmywa się bezproblemowo i szybko schnie pod topami przyspieszającymi wysychanie lakieru. Jeśli chodzi o trwałość lakieru (na moich kiepskich, cienkich, miękkich paznokciach) to standardowo dwa dni. 

Tak się prezentuje na moich paznokciach. Dodatkowo nałożyłam top Sally Hansen 3D Shine Gel.
Barry M : Nail Paint ♥ Ballerina Pink
Słodko, cukierkowo, dziewczęco. Do sukienki w kwiatki ;)

Wednesday, 24 February 2016

Mac : Satin Lipstick ♥ Brave.

Bohaterka dzisiejszego posta, pomadka Mac w odcieniu Brave, została właśnie wytypowana przeze mnie do zdenkowania w najbliższym czasie. Brave, to odcień, który lubię mieć zawsze w swojej kosmetyczce i zużyłam wcześniej już dwie sztuki (generalnie miałam ich w sumie 3 sztuki, ale jedna mi się zepsuła z jakiegoś powodu po kilku miesiącach od zakupu i musiałam prawie całą wyrzucić!).
Mac Satin Lipstick ♥ Brave

Pomadka Brave ma wykończenie Satin i jest opisana jako Pink-beige with white pear. Dokładnie, różowy beż z lekkim shimerem. Na moich ustach widać jej różowe tony, ale na ustach mojej mamy Brave jest beżowa i różowe nuty ciężko dostrzec. 
Mac Satin Lipstick ♥ Brave
Wykonczenie Satin sprawia, że na ustach kolor jest satynowy. Pomadka jest kremowa, świetnie się rozprowadza na ustach pokrywając je równo kolorem. Pigmentacja jest świetna, więc wystarczy pomadkę zaaplikować raz i cieszyć się efektem i kolorem. Trwałość pomadki na ustach to 3 godziny w porywach do 4, w zależności od tego ile jem, piję, mówię. 
Mac Satin Lipstick ♥ Brave
Tak jak wspomniałam na początku, bardzo lubię tą pomadkę za jej kolor, który pasuje do każdego makijażu i sytuacji. Dlatego kiedy tylko mi się kończy, kupuję ponownie kolejną sztukę. Tym razem jednak kolejny zakup odłożę w czasie (chyba...), ponieważ mam obecnie dwie inne pomadki Mac w zbliżonym kolorze i chcę się skupić na ich używaniu. Ale to nie zmienia mojego uwielbienia do tego odcienia. Nawet to, że jedna sztuka z jakiegoś powodu się zepsuła...

Jak się Wam podoba?

Tuesday, 23 February 2016

Mac : Velvetease Lip Pencil ♥ Frolic.

Mac Velvetease Lip Pencil ♥ Frolic
Nawet nie wiecie jak się podekscytowałam na wiadomość, że Mac ma zamiar wprowadzić do sprzedaży matowe pomadki w kredce! Bardzo lubię pomadki w kredce z serii Patentpolish i już od dawna po cichu miałam nadzieję, że Mac wypuści ich matową wersję. Doczekałam się, choć matowe pomadki w kredce są odrębną serią noszącą nazwę Velvetease.
Mac Velvetease Lip Pencil ♥ Frolic
Mac Velvetease Lip Pencil ♥ Frolic
Mac tak opisuje swój produkt, choć właściwie nic konkretnego opis nam nie mówi:
"Nowa pomadka velvetease zapewni Ci dawkę żywego koloru z łatwością wysuwanej kredki."
Mac Velvetease Lip Pencil ♥ Frolic
Moje pierwsze rozczarowanie tą serią pojawiło się w momencie zobaczenia dostępnych odcieni. Do wyboru jest wprawdzie 12, ale nie ma wśród nich żadnego zgaszonego różu! Nie ma za bardzo wyboru jeśli chodzi o jasne kolory. Zdecydowałam się zatem na odcień Frolic, z myślą o nadchodzących ciepłych porach roku. 
Mac Velvetease Lip Pencil ♥ Frolic
Frolic to średni brzoskwiniowy róż. Spodobał mi się od razu. Zdecydowanie bardziej wolę na ustach róże, ale w tego typu odcieniach również się czuję dobrze.
Mac Velvetease Lip Pencil ♥ Frolic
Kredka swoją wiekością przypomina matowe pomadki w kredce marki Golden Rose. Gabaryty są właściwie te same, jednak Mac poszedł o krok do przodu i dał nam produkt, który można z opakowania wykręcać. Sama konsystencja sztyftu jest dość sucha. Zupełnie inna niż konsystencja pomadek z serii Matte czy Mattene. Na ustach daje też badziej matowe i suche wykończenie. Kształt sztyftu pozwala precyzyjnie i dokładnie wypełnic usta kolorem, sam odcień Frolic okazał się też kryjący i ładnie równomiernie na ustach się rozprowadza. Efekt na ustach zaraz po aplikacji bardzo mi się podoba, mimo, że jest dość suchy. 
Mac Velvetease Lip Pencil ♥ Frolic
Mac Velvetease Lip Pencil ♥ Frolic
Po mniej więcej godzinie od aplikacji, efekt na ustach zmienia się. Frolic zaczyna się dziwnie zbierać i w magiczny sposob tworzy na ustach suche skórki i niedoskonałości, których normalnie na ustach nie mam. Moje usta nie są problematyczne, już nie raz wspominałam, że potrafią dużo znieść i nie przesuszają się od noszenia matowych pomadek. Frolic jakoś tak nieciekawie tworzy efekt zmęczonych pomadką ust. Tak to wygląda po godzinie!
Mac Velvetease Lip Pencil ♥ Frolic
Jeśli chodzi o trwałość pomadki, to ciężko mi stwierdzić. Zazwyczaj po godzinie muszę kredkę zetrzeć i zaaplikować na nowo, żeby usta były gładkie.

Podsumowując spodziewałam się lepszego produktu. Najpierw rozczarowała mnie paleta dostępnych odcieni, potem dziwnie zachowujący się na ustach produkt. Na koniec dorzucę jeszcze fakt, że na opakowaniu kartonika nie ma nigdzie hasła "back2mac", więc wygląda na to, że puste opakowanie po Frolic nie będzie się nadawało tej akcji! No wiecie co...

Nie wiem jak się zachowują na ustach ciemne odcienie, ale kredka Frolic nie jest warta wydanych na nią pieniędzy. Gbyby kosztowała 1/4 ceny, to napewne fakty mogłabym przymknąc oko. Niestety w tej cenie pomadka powinna więcej sobą reprezentować. Jeśli szukacie dobrych matowych pomadek w kredce, to proponuję zainteresować się produktami Golden Rose albo Maybelline Color Drama. 
Mac Velvetease Lip Pencil ♥ Frolic
Mac Velvetease Lip Pencil ♥ Frolic

Not happy! :(

Sunday, 21 February 2016

Maybelline : Instant Anti-Age, The Eraser Eye Protect & Cover Concealer. Jeszcze raz!

Tak, dobrze myślicie. Recenzja korektora Instant Anti-Age juz się kiedyś na moim blogu pojawiła O tutaj! Opisywałam wówczas swoje wrażenia odnośnie odcienia Nude. Wracam dzisiaj jednak z podkulonym ogonem i pragnę zwrócić temu produktowi honor. Dlaczego? Ponieważ miała okazję wypróbować również odcnień Light, który, jak się okazało, wykazuje zupełnie inne właściwości niż odcień Nude! W moim przypadku okazało się, że odcień Light to dla mnie jakby zupełnie inny korektor niż odcień Nude
Maybelline Instant Anti-Age, The Eraser Eye Protect & Cover Concealer
W poprzedniej notce odnośnie korektora Instant Anti Age wspominałam, że odcień Nude był nie do końca trafiony i nie dawał mi rozświetlenia okolic oczu. Poza tym miał wysuszające właściwości oraz podkreślał zmarszczki. Całość sprawiała, że okolice oczu wyglądały gorzej niż przed użycien korektora, który miał za zadanie sprawić, że skóra pod oczami będzie wyglądać idealnie.
Maybelline Instant Anti-Age, The Eraser Eye Protect & Cover Concealer
Opakowanie korektora jest według mnie jego najgorszą i jedyną wadą. Ja przywiązuję ogromną uwagę do estetyki moich kosmetyków i lubię, jak wyglądają schludnie i czysto. Produkt ładnie wygląda tylko kiedy jest nowy, a potem jest z jego wyglądem coraz gorzej. Niestety forma aplikacji originalną gąbeczką aplikatorem sprawdza się u mnie tylko przez jakiś czas. Próbuję ją kilka razy myć, ale ostatecznie ją zrywam. Wolałabym zdecydowanie jakąs formę z aplikatorem albo tubkę z dziubkiem. Plus jedynie za to, że idealnie widać zużycie korektora. Oczywiście są to moje osobiste odczucia i preferencje ;) Na zdjęciu widzicie nową sztukę i korektor, który obecnie używam. 
Maybelline Instant Anti-Age, The Eraser Eye Protect & Cover Concealer
Maybelline Instant Anti-Age, The Eraser Eye Protect & Cover Concealer
Sam produkt ma miękką i kremową konsystencję. Zaaplikowany na skórę dość szybko zastyga. Odcień Light świetnie się na skórze rozprowadza i z nią stapia. Nie ma w przypadku tego odcienia mowy o podkreślaniu zmarszczek i załamań skóry. Okolica oczu jest rozświetlona, wygląda świeżo i promiennie. Korektor ma całkiem dobre krycie i świetnie sobie radzi z tuszowaniem moich zasinionych dolin łez, które mam wrażenie "idą" dalej, na większy obszar pod oczami. Ponieważ mam już dawno skończone 30 lat, tendencję do opuchnięć oraz worków pod oczami, a jednocześnie moja skóra pod oczami łatwo się przesusza z byle powodu powodując pojawianie się suchych skórek,  bardzo mi zależy na tym, by korektory, jakie stosuję pod oczy, były nawilżające, rozświetlające i lekko kryjące. Byłoby mi bardzo miło, gdyby dodatkowo korektor sprawiał, że opuchnięcia i worki są mniej widoczne. Odcień Light korektora Maybelline z serii Instant Anti Age spełnia te wszystkie moje wymagania. Dosłownie! Dlatego też jestem w stanie przymknąc oko na jego okropne opakowanie.
Maybelline Instant Anti-Age, The Eraser Eye Protect & Cover Concealer
Jeśli chodzi o korektory pod oczy, to moim absolutnym hitem jest korektor Bourjois CC Eye Cream z serii 123 Perfect. Jest on jednak dość drogi w stosunku do pojemności, a korektor Maybelline  Instant Anti-Age jest tańszy, ma większą pojemność i dodatkowo również daje mi dokładnie to, czego oczekuję od korektora. 
Maybelline Instant Anti-Age, The Eraser Eye Protect & Cover Concealer
Myślę, że warto wspomnieć jeszcze o jednej rzeczy jeśli chodzi o właściwości nawilżające korektora Instant Anti Age. Odcień Nude stosowałam w czasie, kiedy ze skórą pod oczami nie miałam większych problemów. Była dobrze nawilżona, nie miałam problemów z zatrzymywaniem się wody w organiźmie (mniejsze opuchnięcia i mniej kilkogramów), a okolice oczu nie były atakowane egzemą. Nude jednak mi szkodził i skórę przesuszał. Natomiast teraz odcień Light ma naprawdę pod górkę - egzema, opuchnięcia, przesuszająca się skóra. A jednak sprawdza się świetnie i w żaden sposób nie szkodzi!

Jest jeszcze sprawa dotycząca dostępnych odcieni. Mam średnią karnację, stosuję samoopalacze. A jednak odcień Nude był pod kolor mojej skóry i nie dawał na niej żadnego rozświetlenia.  Sprawdza się zatem w tej kwestii odcień Light. Jest idealny, wcale się nie odznacza jakbym wymalowała się za jasnym korektorem. I tu nachodzi pytanie, czy odcień Light nie będzie zatem za ciemny dla jasnych karnacji? Light nie do końca jest taki jasny, jakby się mogło tego spodziewać i oczekiwać. Na stronie Maybelline.com jest dostępnych odcieni 6 i jest jeden jaśniejszy odcień od Light - Fair. Niestety w Anglii widzę jedynie odcienie dwa (Nude & Light). Czemu, no czemu? Ja z chęcia przyjrzałabym się bliżej jeszcze odcieniom Brightener oraz Neutralizer. Szkoda, że są u mnie niedostępne, a zamawiać w ciemno nie będę. Na zdjęciu zestawiłam odcień Light z innymi korektorami dla porównania.
Maybelline Instant Anti-Age, The Eraser Eye Protect & Cover Concealer
Macie doświadczenia z tym korektorem? Dla mnie odcień Nude okazał się totalnym niewypałem (wprawdzie go zużyłam do maskowania niedoskonałości na twarzy, ale do okolic oczu niestety się nie sprawdził), zaś odcień Light to korektor właściwie idealny. 






Saturday, 20 February 2016

L`Oreal : Extraordinary Oil, Facial Cleansing Oil.

Prezentowany w dzisiejszym poście olejek do demakijażu L`Oreal Facial Cleansing Oil miałam okazję używać wcześniej, kiedy tylko pojawiał się on w sprzedaży jakieś dwa czy trzy lata temu. Pamiętam, że mnie nie zachwycił zupełnie. Nawet wręcz przeciwnie, nie dałam rady go zużyć do końca. Zapewne się zastanawiacie, dlaczego ponownie go kupiłam? Sęk w tym, że olejek ma obecnie chyba ulepszoną formułę i nadaje się również do demakijażu oczu. Mój poprzedni egzemplarz się do tego nie nadawał i na opakowaniu było wyrażnie napisane, żeby okolice oczu unikać. Obecnie na opakowaniu widnieje informacja, że produkt jest przeznaczony do demakijażu oczu, twarzy i ust. Olejek udało mi się również kupić za parę funtów, kiedy jego regularna cena to aż £8, co wydaje mi się naprawdę sporo za olejek, który ma na pierwszym miejscu w składzie parafinę....
L`Oreal, Extraordinary Oil, Facial Cleansing Oil
Olejek ma za zadanie rozpuścić makijaż twarzy, oczu i ust, pozostawiając skórę promienną i nawilżoną. Olejek ma mieć również lekką formułę i jest przeznaczony do każdego typu cery. Kilka kropel należy wmasować w skórę twarzy, powiek, rzęs oraz ust, a następnie spłukać ciepła wodą. 
L`Oreal, Extraordinary Oil, Facial Cleansing Oil
Opakowanie to lekka plastikowa buteleczka z pompką. Zawiera 150ml olejku. Olejek ma formę płynna i jest bezbarwny. Przyjemnie pachnie, co umila stosowanie. 
L`Oreal, Extraordinary Oil, Facial Cleansing Oil
Olejek używam na pierwszy ogień przy wieczornym demakijażu. Kilka kropel wmasowuję w skórę twarzy, powiek i rzęs, masuję przez około minutę dając makijażowi szansę na rozpuszczenie się. Następnie wszystko ścieram ciepłą wilgotną ściereczką. Potem oczywiście przechodzę do dalszej części demakijażu i oczyszczania cery. Olejek rzeczywiście świetnie rozpuszcza makijaż. A przy tym jest bardzo delikatny i nie podrażnia okolic oczu. Świetnie rozprawia się z tuszem do rzęs i eyelinerem (nie mam jednak tuszy wodoodpornych). Nie trzeba się wysilać i trzeć, wystarczy olejek wmasować. Olejek w żaden sposób mojej cerze nie zaszkodził, ale zawsze po zastosowaniu olejku domywam twarz innymi produktami. Rzeczywiście olejek ma lekką formułę i po zmyciu go z twarzy, nie pozostaje na skórze tłusta warstwa. Olejek ma jednak tendencję do zostawiania moich oczu zamglonych. Nie za każdym razem, nie zdarza się to często, ale zdarza i nie wiem od czego to zależy.

Myślę, że będę wracać do tego produktu w przyszłości. Wprawdzie nie jest on wart swojej regularnej ceny, ale będę na niego polować na promocjach. Olejek jest skuteczny, a jednocześnie delikatny dla oczu i ich okolic. I ma w sobie coś, co sprawiło, że polubiłam go bardziej niż olejek do demakijażu Bielenda. Jeśli chodzi o tego typu produkty w Anglii, to nie ma w drogeriach dużego wyboru, także póki nie znajdę nić lepszego, ten musi wystarczyć.

Friday, 19 February 2016

Golden Rose : Matte Lipstick Crayon ♥ 12.

Czy jest jeszcze ktoś, kto nie zna tych pomadek w kredce marki Golden Rose? Zachwytom nad tymi produktami nie ma końca. Ja również jestem tymi kredkami zachwycona i nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła osobiście iść na stoisko Golden Rose i wybrać sobie więcej kolorów! Na moim blogu pokazywałam już Wam dwa kolory : numer 10 (mój ulubieniec) oraz 11 (który powędrował do Kingi). Dzisiejszy post jest o kredce w odcieniu numer 12.
Golden Rose Matte Lipstick Crayon ♥ 12
Numer 12 to zgaszony jasny róż. Podobny do numeru 10, jednak jest jaśniejszy. Kolor niesamowicie mi się podoba, jednak nie pasował mi latem, kiedy moją skóra była opalona. Teraz, zimą, kiedy opalenizna nie jest intensywna (nadal używam samoopalacza, ale opalenizna nie jest mocna), numer 12 wygląda na ustach ślicznie.  Jest to bezpieczny i naturalny odcień na dzień.
Golden Rose Matte Lipstick Crayon ♥ 12
O tych kredkach napisałam już właściwie wszystko przy okazji prezentacji numeru 10 oraz numeru 11. Te produkty są po prostu rewelacyjne. Paleta odcieni jest ogromna i każdy znajdzie coś dla siebie. Numer 12 jest świetnie napigmentowany, ale należy do palety nudziakówi, więc tylko nieznacznie zmienia kolor ust. Trwałość koloru na ustach jest kilkugodzinna, a efekt schodzi z ust równomiernie. Moje usta nie są problematyczne, dlatego matowa formuła kredki nie szkodzi im w żaden sposób i kredka jest komfortowa w noszeniu cały dzień. 

Tak prezentuje się na ustach. Uroczo :)
Golden Rose Matte Lipstick Crayon ♥ 12
Znacie te kredki? Jakie są Wasze ulubione odcienie?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...